Śmierć męczeńska jest śmiercią na marne. W ogóle to śmierć za coś jest głupia. Śmierć za wiarę, śmierć za ojczyznę. Niby pięknie, ale lepiej jest żyć dla wiary, żyć dla ojczyzny.
Życie dla czegoś jest ważniejsze niż umieranie za coś. Żyjąc dla czegoś zdziałasz więcej niż gdyby stu umarło. Musisz jenak coś robić, bo samymi chęciami nic nie zdziałasz. Jedynie działanie i wiara we własne możliwości pomoże ci cokolwiek zmienić.
piątek, 16 sierpnia 2013
Refleksja II
środa, 26 czerwca 2013
Refleksja I
Ostatnio cały czas myślę o życiu i śmierci. Nie w sensie "jak by tu się zabić", albo "łee, życie jest bee, idę się pociąć drewnianą łyżką, albo plastikowym nożykiem".
Nie, ja myślę nad tym w sensie "co jest po śmierci?", "co dało temu wszystkiemu początek?", "jaki jest sens mojego istnienia?". Jako katoliczka i przyszła bierzmowana powinnam doskonale znać odpowiedzieć na te pytania. Niektórzy zagorzali wierni zaczęli by mnie oskarżać o herezję, bo przecież zadawanie takich pytań to oczywiste podważanie wiary. Takie właśnie pytania, lub przynajmniej podobne zadawali sobie reformatorzy Kościoła. To byli ludzie, którzy dali początek prawosławiu. Dostrzegali oni problemy, które były dość widoczne w Kościele katolickim. Jednakże Kościół, mocno zakorzeniony w swoich tradycjach, nie mógł przyjąć do wiadomości, że istnieją inne opcje, ale "tajemnice istnieją po to, aby zostały odkryte". Zawsze uważali się za najważniejszych, a wszystko, co było odmienne ze zdaniem papieża, było złe i traktowane jako opętanie lub inne działania Szatana. To zawsze katolicy byli poszkodowani, bo przecież tak często słyszy się o prześladowaniu Kościoła chrześcijan, o nietolerancji w stosunku do ich wiary i ich samych. Ale czy sam Kościół nie zostaje bez winy? Przecież wszystkie wojny religijne były spowodowane nietolerancją Kościoła względem innych religii. Zabijano każdego, kto miał odmienne zdanie. Ktoś, kto podważał wiarę Kościoła, nie miał prawa bytu! Co z tego, że miał rację, skoro jego zdanie było inne?!
"W czasie powszechnego zakłamania, mówienie prawdy,jest aktem rewolucyjnym"
Ostatnio nie mam ochoty chodzić do kościoła, bo co rusz słyszę tylko rozwlekłą krytykę na temat np. homoseksualistów. Jakby dopiero zauważono, że ktoś taki istnieje. Krytykuje się ich, bo "to przecież przeciw naturze, mężczyzna kocha kobietę i nie ma innej opcji". Ale nikt już nie myśli o zdradach w małżeństwie, o rozwodach, o przedmałżeńskim seksie, o molestowaniu nieletnich, o gwałtach, a już napewno nikt nic nie powie na temat księży-pedofili, bo Kościół jest przecież święty, a oskarżanie o coś takiego jest przejawem herezji lub działania Szatana. Wyżej wymienione rzeczy zdarzają się jednak najczęściej w chrześcijaństwie. To głównie ochrzczeni i bierzmowani ludzie popełniają te... przestępstwa.
"Piekło jest puste, a wszystkie diabły są tutaj"
Dawniej mordowano niewiannych za wiarę, dzisiaj się ich dyskryminuje... jednakże, czy to, co tu napisałam, coś zmieni?
...
Nie.
Ludzie są zbyt leniwi, by zmieniać cokolwiek w swoim życiu. Czekają, aż ktoś zrobi to za nich.
Ale co jeśli ten KTOŚ się nie zjawi?
Nic.
Ludzie są naiwni, prości i równi. Wyjście z szarego tłumu jest dla nich...
Hmm...
Dla porównania, może wyjdź z domu podczas zimy, kiedy na zewnątrz jest temperatura -20, tylko po to, żeby sobie popacerować.
Lub
Pojedź w góry z harcerzami.
Teraz wydaje się to banalne, ale przyznaj...
Sam lub sama z siebie...
Nie zrobisz tego.
Chyba, że ktoś cię już do tego namówił.
...
Ale jeśli nie...
...
Boisz się stanąć przed nieznanym.
"Przywiązanie jest ograniczaniem samego siebie"
Boisz się...
To naturalny bodziec potwierdzający twoją ludzką naturę.
Nie należy wierzyć ludziom, którzy mówią, że "niczego się nie boją", bo nie ma takich ludzi. Każdy się czegoś boi. Wysokości, pająków, odrzucenia, samotności braku akceptacji...
Nie skończę teraz, ponieważ nie chcę Cię zostawić z moimi ponurymi myślami.
Świat jest przecież piękny...
I nie ma w tym zdaniu ani kropli goryczy.
Jeśli nie wierzysz...
Pójdź na spacer...
Zjedz coś, co lubisz...
Porozmawiaj z przyjaciółmi...
"To, co się liczy, nie da się policzyć, a to, co da się policzyć, nie liczy się"
To przecież elementy twojego świata.
Czy byłbyś lub byłabyś gotowa na zrezygnowanie z przynajmniej jednego elementu tego świata?
Swojego świata...
Jeśli odpowiedź jest przecząca...
Powinieneś/Powinnaś być z siebie dumny/dumna, że dostrzegasz takie wartości.
Jeśli odpowiedź jest twierdząca...
Zastanów się jeszcze raz.
Mały przykład, czyy chciał(a)byś przez resztę życia nie spotkać swojego najlepszego przyjaciela?
-Nie? Więc zgadzasz się z moją teorią?
-Tak?
Więc duży przykład, czy chciał(a)byś nie spotkać żadnego człowieka, którego byś polubił(a)? Nie być ważnym/ważną dla nikogo? Być teoretycznie samym/samą w tym wielkim ZUYM i ponurym świecie?
Raczej wątpię.
Samotność nie jest rozwiązaniem, to rodzaj obłędu.
"Wczorajsza Sobota była Deszczowa.
Jutrzejsza Niedziela będzie Słoneczna."
"Coś się kończy by nadać temu nowy początek"
"Jesteś tylko człowiekiem, więc będą lepsze i gorsze dni"
Teen Titans cz 20
Na scenę wchodziła właśnie Reila. Stanęła przy mikrofonie i powiedziała co zaśpiewa.
To była piosenka "What hurts the most". Okazało się, że ta... wredna i oschła dziewczyna posiada prawdziwy talent wokalny. Do tego potrafiła się wczuć w piosenkę, co oznaczało, że tekst piosenki nie jest dla niej tylko czasem rymującymi się zdaniami, ale ma głębsze znaczenie... Chyba pożegnam się z posadą tekściarza ^^.
-Następny... Bestia!-zawołała Cathleen.
niedziela, 26 maja 2013
Informacja 3
Ostatnio przeczytałam książkę "Zeznania Niekrytego Krytyka".
Mam po niej solidne zakompleksienie...
Książka dała mi pożądnego kopa w dupę i chcę to wykorzystać.
Na razie to wszystko, co mam do przekazania w tym poście.
Następna notka powinna pojawić się najdalej do końca przyszłego miesiąca.
niedziela, 13 stycznia 2013
Teen Titans cz 19
Po próbie wszyscy padaliśmy ze zmęczenia. Cathleen wyciskaa z nas ósme poty. Dosłownie. Po dziesięciu minutach zaczął zbierać się lud, który albo chciał wziąć udział w przesłuchanach, albo posłuchać tych ofiar, co się zgłosiły.
czwartek, 27 grudnia 2012
Teen Titans cz 18
Eee...
Zdrowia, szczęścia, mandarynek,
Idź po karpia dziś na rynek.
Zdrowia, szczęścia, pomarańczy,
Niech ci chłopak nago tańczy.
Dosyć tego dobrego -,-
***
Szedłem właśnie na przesłuchania mojego zespołu, gdy nagle podbiega do mnie coś, a raczej ktoś do mnie podbiegł.
-Cześć-przywitał(a) się osoba.
Tak wyglądał(a), że nie byłem w stanie określić pełci.
-Cześć-odpowiedziałem zastanawiając się skąd się znamy.
-Nie poznajesz mnie, co?-spytał(a).
-A powinienem?-spytałem z uśmiechem godnym Debilla Świata.
-To ja, Raven-powiedziała oczywistym tonem.
Szczęka zjechała mi chyba na samo dno Rowu Mariańskiego.
-R-r-r-Raven?-spytałem po chwili namysłu.
Brawo, Grayson, teraz to błysnąłeś geniuszem...
-Tak... Dobrze wyglądam, bo zdaje mi się, że trochę przesadziłam...-powiedziała.
-Nie, skąd... Fajnie wyglądasz, tylko... nie tego się po tobie spodziewałem...-powiedziałem.-Jak mam do ciebie mówić?-spytałem nadal oszołomiony.
-Reila-odpowedziała.
-Miło mi-odparłem, Raven... tj, Reila zachichotała.-Idziemy?-spytałem.
-Jasne-zgodziła się Rav... Reila.
Tak wiem, mieć taki problem z zapamiętaniem imienia, ale zejdźcie ze mnie, zawsze mówiłem na nią "Raven" i tak nagle mam się odzwyczaić?!
Zamyślony, nawet nie zauważyłem, że doszedliśmy do Teatru Nieurzego, albo Małego, jak kto woli...
Weszliśmy do budynku, który bardziej opustoszały niż lodówka po śniadaniu Cyborga, ale to przemilczę...
-Cathleen!-zawołałem.
-Tutaj!-odpowiedziała liderka.
Razem z... Reilą pobiegliśmy w stronę, z którego dochodził krzyk blondynki.
-No jesteś w końcu!-krzyknęła na mnie.
-Jestem jeszcze przed czasem. Przesłuchania są o drugiej, a jest pierwsza-powiedziałem...
To dlatego było tak pusto...
-Mówiłam ci, że masz przyjść wcześniej, bo mieliśmy zrobić próbę!-krzyknęła.
-No i jestem wcześniej i patrz, koleżankę przyprowadziłem-powiedziałem z niewinną miną.
-Dobra, niech gdzieś usiądzie i nie przeszkadza-zrezygnowała Cathleen.
***
Tylko tyle na razie.
Następnym razem postaram się dodać więcej, ale usiadłam do kompa żeby ściągnąć kilka piosenek zespołu the GazettE, którym jaram się ostatnio, jak Deidara TNT, i dopiero wieczorem przypomniałam sobie o blogu :/
CZEKAJTA ZANIM MNIE ZASTRZELITA!!!
Osobiście spodobał mi się ten zespół, więc postanowiłam wam polecić kilka piosenek, a właściwie cały album "Traces the best of 2005 - 2009".
Niestety nie dodam linka, ponieważ notkę kończę na nowym tablecie (nim też będę się jarać jak Grell Sebastianem -,-).
Czekam na wasze notki (głównie Arisu, bo dawno jej nie wiziałam) bo bęe dobrowolnie zmuszona przez siebie do przeczytania świątecznego prezentu ("J.K. Rowling "Trafny wybór").
Żegnam... tj, Do następnej notki +-+"
poniedziałek, 5 listopada 2012
Teen Titans cz 17
Wagary
Dojeżdżałem do bramy, gdy nagle, te półgłówki z HIVE Five wyskoczyły przede mną. Ledwo udało mi się na nich nie wjechać. Zdjąłem kask i wyłączyłem silnik. Przygłupy do mnie podeszły.czwartek, 25 października 2012
Wiersze/yki =P
Mam nadzieję, że nikt nie wyłączył tego po przeczytaniu pierwszego wersu, bo chciałabym błagać (na kolanach) o opinię, bo WSZYSTKIE komentarze mogłabym policzyć na palcach.
poniedziałek, 8 października 2012
Zadanie z polskiego
Scorpions - "White Dove"
Ten tekst ma pokazać, że zadania z polskiego nie są aż takie złe.
Stefan po wypadku trafia do szpitala, w którym dowiaduje się, że jest w ciąży. Usłyszawszy opinię lekarzy postanawia telefonicznie oświadczyć żonie, że nie chce z nią być. Żona Stefana, Maryla, przyjmuje wiadomość z radością i natychmiast odwiedza swojego kochanka. Tymczasem szef firmy, w której pracuje Stefan, dowiedziawszy się o wypadku swojego pracownika postanawia mu się oświadczyć. Stefan nie wie o niczym, gdyż po wyczerpującej rozmowie z żoną dostał biegunki. Lekarka opiekująca się Stefanem rozpoznaje w nim swojego byłego męża. Nie wie nic o jego sytuacji rodzinnej, toteż idzie spać. Późnym popołudniem do szpitala przychodzi szef firmy, lecz Stefan, po całodziennych przejściach nie odróżnia go od żony. Obok łóżka Stefana spotykają się żona i matka Stefana. W pewnym momencie Stefan zwraca się do żony oświadczając, że to Prima Aprilis.
Na koniec chciałam przeprosić, że nie napisałam życzeń z różnych okazji... Więc nadrabiam:
(20 sierpnia)


Dzień Blogów
(31 sierpnia)

(8 września)
Dzień Nonsensopedii
(17 września)

Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy
(22 września)
Dzień Chłopaka
(30 września)

Międzynarodowy Dzień Muzyki
(1 października)
I jedno na zapas:
Dzień Wychodzenia z Szafy
(11 października)
Następna notka pojawi się... CHYBA w tym miesiącu... Chyba =)
środa, 5 września 2012
Teen Titans cz 16
-Ał...-powiedziałem.
Wyplątałem się ze śmiercionośnej pułapki zwanej prześcieradłem. Może wygląda niepozornie, ale w rzeczywistości obcowanie z tym gatunkiem, który leży u mnie na łóżku, grozi śmiercią lub kalectwem. Wstałem i porządnie się przeciągnąłem. Przez chwilę kręciło mi się w głowie i pojawiły się mroczki przed oczami. Po chwili doszedłem do łazienki. Otworzyłem drzwi, zrobiłem krok do przodu i wyrżnąłem się jak długi. Obejrzałem się, by dostrzec winowajcę-mój but. Może faktycznie mam mały bajzel, ale przynajmniej wiem, gdzie co jest.
***
Wychodząc z pokoju już mniej-więcej obudzony. Ruszyłem z Kirą w stronę nadalni. Nałożyłem sobie czegoś, a siostrze rządanych przez nią naleśników. -Elizabeth Queen, razem ze swoją bandą dżemozdrajców zostajesz skazana na karę śmierci obiadowej-powiedziała Kira i zaczęła jeść.
Dzieci i ta ich wyobraźnia.
Zjadłem to, co miałem na talerzu, chciaż mogły to być płatki z jajecznicą. Poszedłem do pokoju po kurtkę i torbę. Zalożyłem kurtkę i wziąłem torbę do ręki. Idąc w stronę garażu machałem nią, jak wachadłem. Przez chwilę pomyślałem, że prowadzenie motoru w moim stanie byłoby niebezpieczne i lepiej wziąć limuzynę Slade'a. Po chwili jednak zrezygnowałem. A nóż-widelec nadaży się okazja do ucieczki z lekcji, a robokomandos Slade'a za kółkiem mi w tym nie pomoże. Wsiadłem na swojego Kawasaki Ninja ZX-12R [brawa dla autorki, że przez cały tydzień wkuwała nazwy motórów na Wikipedii XD], założyłem kask i odpaliłem silnik. Wyjechałem z bazy Slade'a. Jechałem przez spokojne miasto. W witrynach były wystawione nowe towary, ludzie witali się na ulicy, sprzedawcy byli mili dla klientów... Czego ja się dzisiaj nawdychałem?! Wjechałem na szkolny dziedziniec. Wyglądała, jak jakaś szkoła prywatna, ale to szkoła dla super złoczyńców. Wszedłem do budynku i o mały włos nie oberwałem jakimś małym grzdylem w twarz. Spojrzałem na dzieciaka i okazało się, że to Gizmo.
-Co się lampisz, frajerze?-spytał dzieciak.
Przyznam że śmiesznie wyglądał w tym mundurku.
-Podziwiam efekt promieniowania gamma-odpowiedziałem.
Karła zatkało i przez to oberwał książką w twarz.
-Ha! Wygrałem!-krzyknął Seemore.
Chwilę później podeszli pozostali członkowie H.I.V.E. Five
-Kim jesteś?-spytała Jinx.-Wcześniej cię tu nie widziałam...
-Może dlatego, że jestem nowy?-zaproponowałem ironicznie.
-Odzywaj się do H.I.V.E FIVE, leszczu-powiedział Gizmo.
-Bo co mi zrobisz, kurduplu?-spytałem podchodząc.
-Udzielę lekcji-odpowiedział-Pierwsza: nie zaczynaj do nas. Druga...-zaczął, a reszta się na mnie rzuciła. Zręcznie unikałem strzałów Jinx, mimo torby, którą miałem na ramieniu. Jinx strzeliła kolejnym różowym promieniem. Uchyliłem się, a promień walnął w plecak unoszącego się za mną Gizmo, który spadł na Kyd Wykkyda, o którego potknął się Mamut, który przygniótł Billego i Seemora. Zacząłem się z nich śmiać. Po pół minucie zaczynałem się uspokajać, ale wystarczyło jedno spojrzenie na podnoszących się H.I.V.E FIVE, a ze śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
-Z czego się śmiejesz, frajerze?-spytał Seemore spod Mamuta.
-Spytał leżąc pod swoim kolegą-powiedziałem i znowu zacząłem się śmiać. Jinx też się zaśmiała.
-Oprowadzić cię po szkole?-spytała.
-Yhym...-zgzodziłem się.
Przeszliśmy przez większość korytaży podczas wolnej lekcji. W końcu mi się to znudziło i spytałem Jinx, która sala jest teraz pusta. Zaprowadziła mnie do sali nr 15. Weszsliśmy i usiedliśmy przy biórku nauczyciela. A co?! Wyjąłem zeszyt do nut zacząłem zapisywać melodię, zanim wypadnie mi z głowy. Przydała by się gitara, którą mam w pokoju, w bazie Slade'a. W końcu nie wiedziałem, co mam teraz napisać, więc schowałem zeszyt i długopis do torby. Podszedłem do drzwi i zatrzymałem dłoń na klamce.
-Idziesz?-spytałem różowowłosą.
-Co?-spytała wyrwana z zamyślenia.
-Pytam, czy idziesz ze mną, czy zostajesz w klasie?-powturzyłem rozszerzając pytanie.
-Idę-odpowiedziała i podeszła do mnie.
Wyszliśmy z sali równo z dzwonkiem. Skierowaliśmy się do sali 203, gdzie mieliśmy mieć g.wychowawczą. Zająłem miejsce w ostatniej ławce, przy oknie. Obok usiadła Jinx. Zacząłem się bujać na krześle. Podszedł do mnie Billy i szturchnął mnie w ramię. Nie zareagowałem, tylko alej bujałem się na krześle.
-To moje miejsce-powiedział.
-Nie sądzę-odpowiedziałem nadal na niego nie patrząc.
-Eee... Właśnie, że tak! Siedzę tu od zeszłego roku!-krzyknął.
-Ale teraz ja tu siedzę-poweidziałem. Billy chciał pociągnąć krzesełko, na którym siedziałem, tak, żebym się przewrócił. Nie zdążył, bo nagle przestałem się bujać. Zabrzmiał dzwonek i do sali wszedł nauczyciel.
-Proszę zając miejsca-rozkazał wyniosłym tonem. Billy usiadł obok Mamuta, w sąsiedniej ławce.
-Jak zapewne wiecie, mamy w klasie nowego ucznia-odezwał się nauczyciel.-Może łaskawie się przedstawisz, zamist bujać się na krześle?!-powiedział podnosząc głos.
Postawiłem krzesł na cztery nogi z hukiem, który rozniosł się po całej klasie. Wszyscy patrzyli, jak się leniwie podnoszę.
-Może byś tak łaskawie zdjął okulary, gdy jesteś w klasie?-zaproponował [czytaj: "rozkazał"] wychowawca klasy.
-Aż tak panu przeszkadzają?-spytałem.
-Nie...-zaczął nauczyciel.
-Więc nie wiem, w czym problem?-przerwałem mu.
-Przedstaw się-powiedział, jakby chciał już zakończyć tę lekcję.
-Jestem Robin-powiedziałem.
Mamut zadławił się chipsami, które jadł, Billy przerwrócił się, Gizmo upuścił gazetę, którą czytał, a całej klasie szczęki odapły i odbiły się od podłogi.
-Robin? Czy to nie ten lider Młodych Tytanów?-pierwszy odzyskał głos Gizmo.
-Były lider Młodych Tytanów-powiedziałem z naciskiem na "były".
-Kto...?! Jak...?!-próbował zapytać Seemore
-Zrobiła to moja siostra-odpowiedziałem wzruszając ramionami. Wszyscy wyglądali na jeszcze bardziej zdziwionych, niż wcześniej.
-A-a-a-ale jak?!-zdołał wyksztusić ktoś siedzący na początku.
-Mamut wam nie powiedział? Przecież przy tym był-zauważyłem zdziwiony.
Mamut wyglądał, jakby gorączkowo myślał. Pewnie próbuje przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego wieczora.
-Czyli... Jesteś po naszej stronie?-spytał Gizmo dla pewności.'
Nie no! Oni udają, czy naprawdę tak wolno myślą?
-Nie, nie było mnie stać na czesne, więc przeniosłem się tu, żeby zaoszczędzić-powiedziałem z ironią.
-Cóż... Porozmawiacie na przerwie. Teraz sprawy klasowe. Jak zapewne wiecie, za tydzień rozpoczynają się wakacje...-przemówił wychowawca.
Prychnąłem pogardliwie.
-Gdybym nie wyjeżdżał z Gotham miałbym wakacje tzry tygodnie temu, prywatną plażę i kamerdynera-narzekałem.
-Kamerdynera?-zdziwiła się Jinx.
-Prywatną plażę?-zaciekawił się Billy.
-Taa...-powiedziałem.
-Wracamy do lekcji!-zawołał nauczyciel.
Nagle poczułem wibracje w kieszeni. Wyjąłem telefon, jakby nigdy nic i spojrzałem na wyświetlacz. Wiadomość od Matta.
-Czy ja ci przypadkiem nie przeszkadzam?-spytał nauczyciel opierając się o moją ławkę.
-Odrobinę. Mógłby pan mówić trochę ciszej?-spytałem z bezczelnym uśmiechem i odczytałem SMS'a.
"Mamy wyścig do omówienia"-głosiła treść.
Wyścigi odbywały się na starym parkingu, ewentualnie na wysypisku.
Nauczyciel odkaszlnął wyrywając mnie z zadumy.
-Podzielisz się z klasą tą wiadomością-polecił.
-O ile cokolwiek z niej zrozumieją-mruknąłem i przeczytałem wiadomość od Matta.
-Jaki wyścig?-spytała siedząca ze mną Jinx.
-Ścigam się nielegalnie na motorze-powiedziałem, a w tym samym momencie zadzwoniła do mnie Cathleen.
-Włącz na głośnomówiący-polecił nauczyciel.
-Prosz...-powiedziałem i odebrałem, następnie włączyłem głośnik.
-W sobotę masz się stawić o ósmej w teatrze-powiedziała.
-Taa... A może frytki do tego?-spytałem.
-Załatw też colę i będzie spoko-odpowiedziała.
-A zapłacisz za dostawę?-spytałem.
-No przecież stawiasz-powiedziała.
-Dobra, ale za twoje-odpowiedziałem.
-Dobra, zostaw...-zrezygnowała.
-Dlaczego mam być w sobotę o ósmej w teatrze?-spytałem.
-Hello?! Przesłuchania, kapela, wokalista!-powiedziała.
-Zrozumiałbym cię lepiej, gdybyś użyła czasowników-zażartowałem.
-Idiota-powiedziała.
-Miło poznać-odgryzłem się i rozłączyłem się.-Jest pan zadowolony?-spytałem nauczyciela.
Nie odpowiedział ponieważ zadzwonił dzwonek. Klasa opustoszała w rekordowym czasie: 22s. Większość poszła po podręczniki na następną lekcję, albo spisać pracę domową z matmy. Ja poszedłem na dziedziniec. Po chwili dogoniła mnie Jinx.
-Gdzie idziesz?-spytała.
-Jak najdalej od tego budynku-odpowiedziałem wskazując kciukiem za siebie.-Jedziesz ze mną?-spytałem Jinx?
-Ok-odpowiedziała.
wtorek, 26 czerwca 2012
Teen Titans cz 15
Dzień Pierwszy
sobota, 16 czerwca 2012
Teen Titans cz 14
Slade
Co będzie z Tytanami, jak odejdę?


