piątek, 25 maja 2012

Anioły

OneShota dokończę później. Teraz wracamy do opowiadania głównego
*****************************************************************************
-Panienko, pora wstawać. Ojciec twój i goście czekają już na śniadaniu-budzi Heriettę służąca.
-Już wstaję-odpowiedziała dziewczyna.
Usiadła na łóżku i porządnie się przeciągnęła.
-W co mnie dzisiaj ubierzesz?-spytała grzecznie Herietta.
-Sądzę, że ta sukienka będzie odpowiednia-powiedziała służacą. 


































Gdy Hrietta była już ubrana, zeszła na śniadanie. Przywitała się ze wszystkimi i pozwoliła (lub maniery nakazywały jej pozwolić) księciu Leofinowi pocałować się w rękę.
-Chodźmy już na śniadanie. Dzisiaj zjemy w altance w głównym ogrodzie-zakomunikował ojciec Herietty.
-Chętnie zjemy w ogrodzie-powiedziała królowa Siedmiogrodu.
Po zjedzonym śniadaniu, król Verden i władcy Siedmiogrodu poszli porozmawiać na tematy związane ze ślubem ich dzieci, a Herietta i Leofin poszli (tak, jak wczoraj) przejść się po ogrodach.
-Czy opowiadałem ci już, jak pokonałem tego grabieżcę?-spytał po raz któryś Leofin.
*Ludzie zabierzcie go!*-krzyczała w myślach Herietta, jednak powiedziała grzecznie-Parę razy...
-A jak wybrałem się na wycieczkę do lasu?-spytał znowu.
-Nie, tego akurat nie-odpowiedział Herietta wiedząc, co ją czeka.
-Tak więc... Parę miesięcy temu, postanowiłem wybrać się na przejażdżkę konną. Nagle mój koń...-wtedy Herietta przestała go słuchać. Skupiła się na dźwiękach otoczenia. Spojrzała w niebo szukając kształtów w chmurach. Nagle zobaczyła perę białych skrzydeł i... to chyba był mężczyzna (latał dość wysoko, więc trudno było ocenić) z... tak, białymi włosami.
-Widziałeś?-spytała zatraconego w swojej opowieści Leofina.
-Co takiego?-spytał zdezorientowany.
-Tam, w górze. To był anioł!-odpowiedziała Herietta wsazując w miejsce, gdzie ostatni raz widziała mężczyznę.
-Za często bujasz w obłokach. Powinnaś się skupić na bardziej przyziemnych sprawach-skomentował ją.
*Nie uwierzył*-pomyślała Herietta.
-Ja... Muszę na chwilę iść... Eee... Coś załatwić...-powiedziała Herietta i jak najszybciej dobiegła od Leofina.
Udała się w kierunku biblioteki, w której znajdowała się półka jej matki. Była pewna, że w jednej z opowieści znalazła informacje o aniołach. Wtedy była przekonana, że autor miał po prostu bujną wyobraźnię. Pobiegła do swojego pokoju, gdzie czekał Jing-xiu.
-Czy wiesz coś o aniołach?-spytała na "dzień dobry"
-A czemu chcesz wiedzieć?-spytał zdezorientowany Jing-xiu.
-Ja... Chyba jednego widziałam-wytłumaczyła się Herietta.
-Hmm... Nie wiem od czego zacząć... Może... Dzielą się na normalne czyli dobre i upadłe, czyli te, które przeszły na złą stronę...
-Czyli?-spytała Herietta zafascynowana słowami przyjaciela.
-Czyli...Eee... Na przykład... Eee... Nie posłuchały szefa, czy coś takiego...-wytłumaczył smok.
-Szefa? Kto to taki?-spytała Herietta.
-No... Eee... To ten no... Eee... Arcyanioł... Tak, chyba tak się nazywał...-wydukał Jing-xiu.
-Naprawdę? W tej książce jest napisane, że ten "szef" nie żyje-odpowiedziała dziewczyna pokazując smokowi książkę z wygrawerowanym napisem "ANIOŁY"
-Skąd ty masz te wszystkie księgi?!-zdziwił się Jing-xiu.
-Cicho!-uciszyła smoka Herietta-Jak myślisz, jak zareaguje służąca, gdy zobaczy smoka w mojej komnacie? A jeśli nie zobaczy, to powie mojemu ojcu, że się z kimś potajemnie spotykam!-powiedziała głośnym szeptem dziewczyna.
-Dobra, powiem ci później, a teraz idź na obiad bo się będą o ciebie martwić-poddał się smok.
Herietta uśmiechnęła się tryumfalnie i ruszyła na obiad

wtorek, 15 maja 2012

OneShot cz2

Kontynuacja
--------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Następnego dnia zostałem obudzony przez najpiękniejszy głos na świecie. Otworzyłem oczy. Anastasia unosiła się nade mną. Chciałem wyskoczyć z łóżka, ale przypomniałem sobie, że nie mam nic na sobie.
-Eee... G-gdzie są... moje ubrania?...-spytałem czerwony.
-Zaraz przyniosę-powiedziała i zniknęła mi z zasięgu wzroku. Po chwili wleciała do sypialni z moimi ubraniami. Położyła je na łóżku i poleciała przygotować śniadanie. Sybko się ubrałem i wleciałem do kuchni zwabiony zapachem ciasta truskawkowego.
-Mmm...
-Twoje ulubione-Podsunęła mi talerzyk pod nos.
Zjedliśmy w milczeniu.
-Gabrielu, co się dzieje?-spytała, a ja zauważyłem, że od paru minut na moim talerzu nic nie ma.
-Eee... Zgłębiam sens swojego istnienia?
*Ale palnąłeś*-"powiedział" demon w moim umyśle.
*Dzięki, zauwarzyłem*-"odpowiedziałem" mu.
-Gabrielu, jeśli nie chcesz o tym rozmawiać to powiedz, zamiast mnie okłamywać...-Spojrzała mi w oczy.
Usiadła mi na kolanach i objęła moją szyję.
-Gabrielu, obiecaj,... że nigdy mnie nie zostawisz...-wyszeptała.
-Obiecuję, a nawet przysięgam...-powiedziałem również szeptem. A, gdy nasze usta miały się połączyć w pocałunku,...
-Anastasio, Gabrielu!-...przerwała nam Mżawka.
-Już idę!-krzyknęła Anastasia, a następnie zrobiła mi malinkę. Zeszła mi z kolan i peciała do hallu. Słyszałem, jak otwiera drzwi.
-Cześć-powiedziała Mżawka.
-Hejka-odpowiedziała Anastasia. Podleciałem do nich.
-Hej-powiedziałem.
-Cześć... Gabrielu, stało się coś?-zmartwiła się Mżawka.
-Co?... Nie, nic... Do zobaczenia-Odleciałem jak najszybciej.
Przez cały dzień byłem, jakby w transie.
-Gabriel!-zawołam Kamień tak głośno, że prawie upuściłem paczuszkę z pyłkiem.
-Co?-spytałem.
-Przecież ty już skończyłeś-zastanowił się Kamień.
-Hę...? Ja po prostu...-zacząłem.
-Ej, a co ty tu masz?-spytał Piasek wskazując na moją szyję. Zarumieniłem się.
-T-to nic...-potarłem miejsce, gdzie znajdowała sie malinka i próbowałem ją jakoś zasłonić ubraniem.
-Czy aby na pewno?-spytał Kamień patrząc na Piaska porozumiewawczo.
-Nie wiem, o co wam chodzi...-Przybrałem kolejny odcień czerwieni.
-Może o nią?-powiedział Piasek wskazukąc na Anastasię.
-Hej, chłopaki! Gabriel, wiesz, że co pełnię organizowane są Tańce (1)?-spytała ożywiona.
-Ta-ak-przedłużyłem sylabę.
-A wiesz, że dzisiejsza jest wyjątkowa?-zadała kolejne pytanie.
-Do czego zmierzasz?-spytałem podejrzliwie.
-No wiesz, czy nie?!-zniecierpliwiła się.
-Wiem, że dzisiaj jest pełnia, ale dlaczego jest wyjątkowa?
-Bo ta jest czerwona(2) i taniec organizuje sama Królowa!(3)-Ekscytowała się Anastasia.
-Aha... Zaraz, powiedziałaś "czerwona"?!-przestraszyłem się.
-Tak... Coś się stało?-zmartwiła się.
Nagle usłyszeliśmy trzask.
-Właśnie to-odpowiedziałem zamykając oczy.
-Gabrielu, Słoneczeko, jak ty wyrosłeś!-zawołała Ever. Elfiva podbiegła do mnie z zamiarem pogłaskania mnie. Odrzuciłem jej dłoń.
-Nie dotykaj mnie-powiedziałem przez zaciśnięte zęby.
-Zwracaj się do matki...-nie zdążyła dokończyć.
-Moja matka nie żyje, a taka wiedźma, jak ty, mi jej nie zastąpi-przerwałem jej.
-Jak śmiesz?! Ty smarkaczu!-Podniosła rękę z zamiarem uderzenia mnie. W "odpowiedniej chwili" złapał ją (rękę) Michael.
-Spóźniłeś się-zwróciłem się do lokaja.
-Najmocniej przepraszam, paniczu-Ukłonił się Michael.
-Dlaczego tym razem wcześniej?-spytałem patrzac na macochę.
-Ponieważ wieczorem jest bal, na którym musisz być-odpowiedziała.
-Z jakiej okazji?-kontynuowałem dialog mimo zdziwienia przyjaciół.
-Twoich zaręczyn-odpowiedziała, jakby mówiła o pogodzie.
-Chyba się przesłyszałem. Ja się nikomu nie oświadczałem.
-To nie problem. Niedługo zostanoesz koronowany, a każdy król musi mieć żonę z podobnego stanowiska.
-Inaczej ojciec by ci się nie oświadczył-mrukąłem.
-Słucham?...-spojrzała na mnie mrużając gniewnie oczy.
-Nic... Michaelu, zajmij się tym, a mojemu ojcu przekaż, że będę o tej godzinie, co zawsze i ani sekundy wcześniej-rozkazałem lokajowi.
-Tak jest, paniczu-Skłonił się lokaj.
Po ich zniknięciu, jeszcze przez chwilę panowała niezręczna cisza.
-Co... chcecie wiedzieć?...-spytałem, by ją przerwać.
-Kim oni byli?-spytał Kamień.
-Mój lokaj, macocha i jej eskorta-odpowiedziałem.
-A czego oni od ciebie chcieli?-spytał Piasek.
-Żebym wrócił...-zamyśliłem się.
*Tęsknisz?*-zdziwił się demon.
*Zamknij się*-odpowiedziałem mu.
*Nie mamy nastroju, co?*-droczył się.
Nie odpowiedziałem mu.
-Ale jak to "wrócił"?-spytała Mżawka.
-Od czerwonej do fioletowej pełni jestem elfem i przebywam u ojca, a od fioletowej do czerwnej-wróżkiem ze względu na matkę i przebywam tutaj...
Nie lubiłem mówić o swojej przeszłości... Z wielu powodów...
-Co jeszcze chcecie wiedzieć?-spytałem.
-O co  chodzi z tymi... zaręczynami?...-spytała milcząca do tej pory Anastasia.
-Eee... Bo ja... jestem księciem i... żeby rządzić królestwem.... muszę się ożenić... ale ja nie chcę.... to znaczy... Ja nie chcę się ożenić z tą elficą, którą wybrała dla mnie Ever... Ale poza tym...-Przybrałem odcień dojrzałego pomidora. Ostatnio dość często mi się to zdarza, przy szczerych rozmowach z Anastasią...
Kiedyś tego nie było...
bo była dla mnie tylko przyjaciółką.
A raczej tylko tak się wtedy do niej odnosiłem.
Zawsze coś do niej czułem...
 -Gabrielu!-Kamień pstrykał mi przed oczami.
-Co?...-spytałem nieprzytomnie.
-Zaciąłeś się. Anastasia poleciała do domu. Kazała przekazać, że będzie na ciebie czekać-wyjaśnił.
-Razem...-zaczął Piasek.
-...We dwoje...-dopowiedział Kamień.
-...Sam na sam...-żartował dalej Piasek.
-Zamknij się-powiedziałem-Nie mam nastroju do żartów...
-Ach!... No tak, ty przecież się niedługo żenisz!-Kamień walnął się w czoło.
-Ale zaprosisz nas, prawda?-Piasek zrobił "słodkie" oczka.
-Po pierwsze: nie będzie żadnego ślubu, a po drugie:... Nikomu i niczemu nie powiecie, co tu się stało.
-Dobraaaa...-Zrobili obrażone miny.
-Na razie!-powiedziałem.
Nie słyszałem, czy odpowiedzieli.
Poleciałem nad rzekę, żeby wszystko sobie poukładać.
Nie mogłem wrócić, nie mogłem też zostać. Złapałem się za głowę, w której poczułem ogromny ból. Nie przejmiesz nade mną kontroli. Nie dzisiaj!
 ------------------------------------------------------------------------------------------------------------------------
1=Ważna uroczystość wśród wróżek.
2=W Nibylandii (czytało się "Piotrusia Pana") księżyc przybiera różne kolory tęczy (bujda wymyślona przeze mnie, na potrzeby opowiadanka)
3=Używane (czasem) zamiast imienia.

czwartek, 10 maja 2012

OneShot

Nie wiem, co napisać, więc wstawiam dość długiego OneShot'a.
Opowiadanko o wróżkach i elfach (mówiłam, że nie jestem normalna), które MOŻE (!) będę kontynuować.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
ANASTASIA
Jak zwykle, wstałam rano. Ubrałam się i zjadłam babeczkę dyniową na śniadanie. Spojrzałam na
kalendarz wiszący na ścianie. Dzisiaj 22 kwietnia-dzień mojego Przybycia(3).
Przypomniały mi się wszystkie wesołe i smutne wydarzenia z tego roku. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. To pewnie Gabriel. Ale, kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam w nich wróżkę Annę(4).
-Witaj, Anastasio-przywitała mnie z uśmiechem "szefowa".
-Witaj, wróżko Anno-odpowiedziałam  brązowo włosej-Co cię sprowadza?
-Martwiłam się. Przeważnie o ósmej rozpoczynałaś pracę, a dochodzi pora obiadu-odpowiedziała.
-Tak szybko?-zdziwiłam się.
-Cóż...Dziasiaj mogę ci odpuścić, są twoje Przybyszki.
-Wiem...
Wzrokiem szukałam błękitno-włosego wróbla(5), na którego czekałam od samego rana.
-Czekasz na kogoś?-spytała wróżka Anna.
-Może... Przeważnie przylatywał o tej porze.
Posmutniałam.
*Dlaczego jeszcze go nie ma?*
-Szukał cię rano-powiedziała wróżka Anna.
-Co?... Kto mnie szukał?-spytałam zdezorientowana.
-Gabriel, oczywiście-odpowiedziała-Ale ja już lecę. Mamy dziś dużo pracy.
-To, może ja pomogę?-zaproponowałam.
-Nie, dziś nasz wolne. Do widzenia-pożegnała się.
-Do widzenia!-krzyknęłam za oddalającą się wróżką.
Zamknęłam drzwi do pracowni.
-Dlaczego jeszcze go nie ma?-rzuciłam w przestrzeń.
Niestety nie uzyskałam odpowiedzi.

Tego samego dnia, rano

GABRIEL
Witaj, wróżko Anno-zawołałem na powitanie.
-Witaj Gabrielu. Przyszłam po moją porcję pyłku-oznajmiła mi.
-Proszę bardzo-powiedziałem podając jej filiżankę po brzegi wypełnioną złotym pyłkiem.
-Widziałaś dzisiaj Anastasię?-spytałem.
-Nie, dzisiaj nie. Dziwne... Ona przecież nigdy się nie spóźnia...
-Może coś ją zatrzymało?... Wróżko Anno, mam pytanie...
-Tak?
-No bo... Dziś są Przybyszki Anastasii i...-zacząłem rumieniąc się.
-Rozumiem-powiedziała z uśmiechem-Ale nie wiem, co takiego chciałaby dostać. Może jedna z jej przyjaciółek będzie wiedziała.
-Dziękuję...-odpowiedziałem, mimo, że prawie wogóle mi nie pomogła.
-Do zobaczenia-rzuciła na odlotnym [odchodnym]
-Ahaś...

Gdy skończyłem "pracę", chłopaki, jak zawsze, zaczęli żartować.
-Dokąd lecisz, Gabrielu?-spytał Kamień.
Wbrew pozorom, nie był on ani silny, ani wielki.
-Jak to"dokąd"? Do Anastasii, oczywiście-odpowiedział Piasek.
-Nie, do Mżawki-odpowiedziałem.
-Grasz na "dwa fronty"? Nieładnie, Gabrielu. Oj, nieładnie.-"skarcił" mnie Kamień.
-Oczywiście, że nie. On interesuje się tylko Anastasią-"obronił" mnie Piasek.
-Aaa... No tak...-przyznał Kamień.
-Gabriel, Anastasia-zakochana para!-śpiewali razem.
-Co?! Wcale nie!-krzyknąłem.

Kiedy przestali żartować, mogłem "bezpiecznie" odlecieć w stronę domku Mżawki, która także nie potrafiła pomóc mi w sprawie prezentu dla Anastasii.

Latałem od wróżki do wróżki i nawet nie zauważyłem, kiedy nadszed wieczór.
Usiadłem nad rzeką.
-Przez to wszystko, nawet jej nie odwiedziłem-powiedziałem sam do siebie.
-To leć teraz-odpowiedziała Mżawka-Czeka na ciebie cały dzień. A po drodze, na pewno coś wymyślisz.
-Naprawdę?-spytałem z nadzieją.
-Tak! A teraz-leć!-krzyknęła i pchnęła mnie w stronę domku Anastasii.
-Dobra, dobra... Do zobaczenia!-pożegnałem się i odleciałem.
Lot zajął mi parę minut. Może nawet mniej, bo chciałem się z nią zobaczyć.
Jak zawsze zresztą...
Zanim zapukałem, wziąłem głęboki oddech. Otworzyła prawie natychmiast. Gdy mnie zobaczyła, promiennie się uśmiechnęła.
-Witaj, Gabrielu-przywitała się.
-Co?... A, tak... Cześć-odowiedziałem
-Wejdź, zrobię herbaty-powiedziała przepuszczając mnie.
Kiedy herbata się zaparzyła, Anastasia zaczęła temat:
-Powiesz mi, o co chodzi?-spytała zmartwiona.
-Nie przyniosłem ci prezentu...-Spuściłem wzrok.
-To nic. Nie potrzebuję prezentu od ciebie.
Zarumieniłem się. Aby to ukryć, podszedłem do okna.
Padał deszcz.
-Chyba będziesz musiał zostać-Anastasia stanęła obok mnie.
-Najwyraźniej... Czy mogłabyś zamknąć oczy?...-Zarumieniłem się.
-Mogłabym.
Kiedy zamknęła oczy zbliżyłem się do niej. Czułem jej oddech na swojej skórze. Dzieliły nas
Centymetry...
Milimetry...
Aż nasze usta połączyły się w pocałunku
Nie wiem, jak długo tak trwaliśmy. Może parę sekund, może minut...
Nie wiem...
Wiem tylko, że było cudownie...
Chciałem więcej...
*Gabrielu, opamiętaj się!*-krzyczał zdrowy rozsądek.
Niechętnie go posłuchałem. Oderwaliśmy się od siebie próbując uspokoić nasze nierówne oddechy.
-Gab... Gabrielu...-zaczęła Anastasia.
-Tak?...-zachęciłem ją, by mówiła dalej.
-Czy ty...? Czy to...?-próbowała złożyć pytanie.
-Może...-odpowiedziałem.
Zdałem sobie sprawę, że nadal ją przytulam. Szybko ją puściłem. Podszedłem do stołu i oparłem się dłońmi o blat.
-Coś nie tak?-spytała.
-J-ja...-zająkałem się.
-Tak, ty-Przytuliła mnie. Odwróciłem się i napotkałem jej piękne, błękitne oczy. Dalej wszystko działo się szybko. Nie potrafiłem nad tym zapanować. Liczyła się tylko ona.
***

WYJAŚNIENIA:
3=wróżki nie rodzą się jak niezgrabki (ludzie), one przybywają do Nibylandii
4=wróżki nie mówią "pan", "pani"-tak mówią tylko niezgrabki
5=męska "odmiana" wróżek/elf
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie zmieszczę się w jednym poście. Zwaliłabym na węnę, ale to przez to, że MI się nie chce przepisywać (z zeszytu, w którym piszę opowiadanka). Następna notka prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.

wtorek, 10 kwietnia 2012

Shi

Wróciłam! Martwiliście się? Nie było mnie cały tydzień, bo nie mogłam nic wymyślić (na bloga), ale naforum to zaszalałam =P Nie będę dłużej przeciągać
*******************************************************************************
-Witaj tatku-przywitała się Herietta (znowu).
-Witaj córko-przywitał się król.
-Chciałeś mnie widzieć-powiedziała.
-Tak... Chciałem cię poinformować, że twój ślub z księciem Leofinem odbędzie się za dwie pełnie-powiedział wstając z miękkiego krzesła.
-Ale...
-Żadnego "ale"! Wyjdziesz za księcia Leofina za dwie pełnie i będziesz wspaniałą królową!
-Czemu ja?! A nie, na przykład Elizabeth?! Albo... Monika?!-oburzyła się Herietta.
-Ponieważ to ty jesteś najstarsza. A, że nie mam syna-tron musi przejąć ma najstarsza córka. A teraz idź do swojego pokoju-powiedział ucinając dyskusję.
Herietta jednak nie posłuchała rozkazu ojca i przeszła się po bibliotece szukając półki, którą kilka lat temu pokazywała jej matka. Podeszła do niej i wzięła pierwszą lepszą z zamiarem przeczytania jej.
Gdy była już w swojej komnacie usłyszała swojego smoka.
-Skąd masz tę księgę?-spytał robiąc wielkie oczy na książkę trzymaną przez Heriettę.
-Z biblioteki, z półki mojej matki...
-Twoja matka była łowcą Shi?-zdziwił się smok.
-Czego?-Spytała Herietta.
-Shi-kamienie dające posiadaczowi jakąś moc-wyjaśnił smok.
-Opowiedz mi o nich więcej-poprosiła dziewczyna robiąc słodkie oczka.
-Dobrze, ale przestań się już tak na mnie patrzeć. Shi mają różne właściwości: zielony zapewni nieśmiertelność i wieczną młodość (plastyka i znaczenie barw się jednak przydaje =P), błękitny sprawi, że będziesz panować nad wodą... Nie chce mi się wszystkiego wymieniać. Ale większość zależy od koloru i odcieniu w jakim są kamienie... I oczywiście od miejsca, gdzie się znajdują. Każdy kamień ma inną moc, dlatego dla Łowców Shi ważne było, żeby zdobyć każdy z nich.
-A gdzie te kamienie są?-spytała zafascynowana Herietta.
-W moim świecie. Tak właściwie, to przeniosłem się tutaj dzięki Zise Shi-odpowiedział smok.
-Mogę zobaczyć? Proszę, proszę, proszę, proszę...
-Uspokój się-powiedział Jing-xiu i wyjął mały, owalny, fioletowy kamień-Oto on.
-Wow... Czy mógłby mnie przenieść do twojego świata?
-Przecież przed chwilą to właśnie powiedziałem!
-Przepraszam...
-A powiesz mi, dlaczego mam cię przenieść do innego świata?-dociekał smok.
-Bo...-Dziewczyna zastanawiała się, co odpowiedzieć swojemu gadziemu przyjacielowi.
-Pamiętasz tego księcia, za którego mam wyjść za mąż?-spytała.
-Ten laluś, co ciągle o sobie opowiadał?-zapytał Jing-xiu.
-Tak, ten... Bo ja... Nie chcę za niego wychodzić...-Dziewczyna spóściła wzrok
-To dlaczego kazałaś mi lecieć na złamanie karku do niego?!-oburzył się smok.
-Ponieważ księżniczce nie wypada się spóźniać-sprostowała Herietta.
-A może, żeby było ciekawiej, "porwę" cię w dniu twojego ślubu., tuż przed tym, jak ty powiesz "tak"?-spytał Jing-xiu zacierając ręce-To jest iście genialny plan! Ten laluś będzie miał złamane serduszko-powiedział uśmiechając się diabolicznie-A jeśli jakimś cudem cię znajdzię i będzie chciał mnie zaatakować... Wtedy ty powiesz, że nie wyjdziesz za kogoś, kto atakuje jej przyjaciół-dokończył.
-A jeśli coś nie wypali? Może przenieś mnie już teraz-poprosiła dziewczyna.
-I miałbym zrezygnować z szansy z zobaczenia cię... Znaczy... Z mojego genialnego planu?!
-Proszę...
-Dobrze... Ale nie dziś i nie jutro, i nie do końca miesiąca-postawił warunki Jing-xiu.
-Dlaczego?-jęknęła Herietta z rozżaleniem.
-Bo ja tak chcę i już-powiedział smok-A teraz żegnam panią. Obowiązki wzywają
I już go nie było.
Herietta poczuła się strasznie samotna. Wzięła książkę matki i zaczęła czytać. Były tam wypisane wszystkie Shi jakie zdobyła jej drużyna. Był to tak jakby katalog.
Musieli być dobrzy w swoim, bo z tego co rozumiała, nie było dwóch takich samych kamieni, a w tym katalogu było całkiem dużo...

sobota, 31 marca 2012

Po obiedzie

Obiecałam rysunki postaci... Ale nadal nie rozpracowałam komputera ( SKĄD TA 5 Z INFORMATYKI?!), więc jeszcze trochę poczekacie... Tak... do przyszłego tygodnia... Dobra piszę kolejną notkę bo mi się prywatne tematy skończą, jak tak w każdej notce będę wymieniać :3
*******************************************************************************
Po skończonym obiedzie Herietta udała się do swojej komnaty. Nie miała ochoty na dalsze przebywanie z tym bufonem Leofinem. On potrafił mówić o jednym pojedynku, który normalny facet opowiedziałby w pięć minut, przez, uwaga, DWIE GODZINY! Herietta w końcu nie wytrzymała i poszła do siebie (BO CO INNEGO MOGŁA ZROBIĆ?!). W jej komnacie, na łóżku (chyba łożu) rozłożył się Jing-xiu.


-I jak było?-spytał na dzień-dobry Jing-xiu


-A jak myślisz?!-spytała obrażonym tonem Herietta-Ten Leofin to taki... Aż mi się niedobrze robi, jak o nim pomyślę!-wyraziła swoje niezadowolenie.


-To dlaczego tak ci się do niego śpieszyło?-spytał podejrzliwie Jing-xiu


-Bo... Eee... Bo myślałam, żee... że nie będzie aż takim bufonem! On jest nadęty jak balon! Potrafi mówić tylko o swoich pojedynkach!


-To trzeba było zagadnąć go na temat filozofii... W tym jesteś dobra i na pewno zamknąłby swoją jadaczkę po tej rozmowie-wytknął dziewczynie smok.


-TERAZ MI TO MÓWISZ?!


Gdy to mówiła, do jej drzwi ktoś zapukał.


-Herietto! Otwórz drzwi!-wołała piastunka.


-Chowaj się!-szepnęła do smoka-Już otwieram!-dodała głośniej.


-Herietto, twój ojciec pragnie z tobą porozmawiać. Czeka w bibliotece-oznajmiła piastunka, po czym wyszła zamykając za sobą drzwi.


-Ciekawe, o czym będzie chciał rozmawiać...-poruszył szybko brwiami.


-Jeśli dalej będziesz się tak zachowywał, to nigdy się nie dowiesz!-Herietta rzuciła poduszką w smoka.


-A za co to?!-spytał obrażony Jing-xiu.


-Za niewinność-odpowiedziała Heretta i wyszła z komnaty.


Szła przez pałac do biblioteki, gdzie czekał na nią jej ojciec, a zarazem król. Ona jest najstarsza ze swych sióstr, więc to ona będzie rządzić królestwem. Nie odpowiadało jej to jednak. Po za tym cały czas ręczyła ją myśl, dlaczego jeszcze nic się nie stało? Zwykle, a raczej ZAWSZE jej przypuszczenia okazywały się słuszne, dlaczego tym razem miałoby być inaczej?... Nawet nie zauważyła, kiedy doszła do biblioteki. Przychodziła tu wiele razy... Lubiła tu przebywać... Zwłaszcza, kiedy jej matka jeszcze żyła...


-Mamo... A dlaczego mamy tyle książek? przecież i tak nikt nigdy wszystkich nie przeczyta-mówiła mała Herietta.


-Ja osobiście czytam książki z jednej półki-odpowiedziała kobieta o blond włosach i błękitnych oczach-matka Herietty.


-Której?


Dziewczynka bardzo się zaciekawiła. 


Jej matka nie była taka jak inne królowe... 


Była z... Właściwie, to nikt nie wiedział skąd przybyła owa kobieta. Pojawiła się nagle w miasteczku i zakręciła w głowie księcia Ryana... 


Kilka dni później wzięli ślub...


Oita i Herietta poszły do najdalszej części  biblioteki. Podeszły do jednej z... najmniejszych (?) półek. Było tam zaledwie dziesięć, może jedenaście książek.


Oita sięgnęła po jedną z nich i podała córce.


-To moja ulubiona. Jeśli chcesz możesz ją przeczytać.


-Dlaczego ty mi jej nie przeczytasz? Albo jedna ze służących?


-Będzie lepiej jeśli sama ją przeczytasz-odpowiedziała jej wtedy matka.


Herietta nie wiedziała, czemu matka powiedziała jej, żeby sama przeczytała książkę... Ale zrobiła to, o co ją prosiła matka. Ta książka była w języku. Nikt w całym królestwie go nie znał... Chociaż...
*******************************************************************************
Hahaha! Nie ma to, jak zakończyć w najbardziej tajemniczym momencie!