czwartek, 10 maja 2012

OneShot

Nie wiem, co napisać, więc wstawiam dość długiego OneShot'a.
Opowiadanko o wróżkach i elfach (mówiłam, że nie jestem normalna), które MOŻE (!) będę kontynuować.
----------------------------------------------------------------------------------------------------------------
ANASTASIA
Jak zwykle, wstałam rano. Ubrałam się i zjadłam babeczkę dyniową na śniadanie. Spojrzałam na
kalendarz wiszący na ścianie. Dzisiaj 22 kwietnia-dzień mojego Przybycia(3).
Przypomniały mi się wszystkie wesołe i smutne wydarzenia z tego roku. Moje przemyślenia przerwało pukanie do drzwi. To pewnie Gabriel. Ale, kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam w nich wróżkę Annę(4).
-Witaj, Anastasio-przywitała mnie z uśmiechem "szefowa".
-Witaj, wróżko Anno-odpowiedziałam  brązowo włosej-Co cię sprowadza?
-Martwiłam się. Przeważnie o ósmej rozpoczynałaś pracę, a dochodzi pora obiadu-odpowiedziała.
-Tak szybko?-zdziwiłam się.
-Cóż...Dziasiaj mogę ci odpuścić, są twoje Przybyszki.
-Wiem...
Wzrokiem szukałam błękitno-włosego wróbla(5), na którego czekałam od samego rana.
-Czekasz na kogoś?-spytała wróżka Anna.
-Może... Przeważnie przylatywał o tej porze.
Posmutniałam.
*Dlaczego jeszcze go nie ma?*
-Szukał cię rano-powiedziała wróżka Anna.
-Co?... Kto mnie szukał?-spytałam zdezorientowana.
-Gabriel, oczywiście-odpowiedziała-Ale ja już lecę. Mamy dziś dużo pracy.
-To, może ja pomogę?-zaproponowałam.
-Nie, dziś nasz wolne. Do widzenia-pożegnała się.
-Do widzenia!-krzyknęłam za oddalającą się wróżką.
Zamknęłam drzwi do pracowni.
-Dlaczego jeszcze go nie ma?-rzuciłam w przestrzeń.
Niestety nie uzyskałam odpowiedzi.

Tego samego dnia, rano

GABRIEL
Witaj, wróżko Anno-zawołałem na powitanie.
-Witaj Gabrielu. Przyszłam po moją porcję pyłku-oznajmiła mi.
-Proszę bardzo-powiedziałem podając jej filiżankę po brzegi wypełnioną złotym pyłkiem.
-Widziałaś dzisiaj Anastasię?-spytałem.
-Nie, dzisiaj nie. Dziwne... Ona przecież nigdy się nie spóźnia...
-Może coś ją zatrzymało?... Wróżko Anno, mam pytanie...
-Tak?
-No bo... Dziś są Przybyszki Anastasii i...-zacząłem rumieniąc się.
-Rozumiem-powiedziała z uśmiechem-Ale nie wiem, co takiego chciałaby dostać. Może jedna z jej przyjaciółek będzie wiedziała.
-Dziękuję...-odpowiedziałem, mimo, że prawie wogóle mi nie pomogła.
-Do zobaczenia-rzuciła na odlotnym [odchodnym]
-Ahaś...

Gdy skończyłem "pracę", chłopaki, jak zawsze, zaczęli żartować.
-Dokąd lecisz, Gabrielu?-spytał Kamień.
Wbrew pozorom, nie był on ani silny, ani wielki.
-Jak to"dokąd"? Do Anastasii, oczywiście-odpowiedział Piasek.
-Nie, do Mżawki-odpowiedziałem.
-Grasz na "dwa fronty"? Nieładnie, Gabrielu. Oj, nieładnie.-"skarcił" mnie Kamień.
-Oczywiście, że nie. On interesuje się tylko Anastasią-"obronił" mnie Piasek.
-Aaa... No tak...-przyznał Kamień.
-Gabriel, Anastasia-zakochana para!-śpiewali razem.
-Co?! Wcale nie!-krzyknąłem.

Kiedy przestali żartować, mogłem "bezpiecznie" odlecieć w stronę domku Mżawki, która także nie potrafiła pomóc mi w sprawie prezentu dla Anastasii.

Latałem od wróżki do wróżki i nawet nie zauważyłem, kiedy nadszed wieczór.
Usiadłem nad rzeką.
-Przez to wszystko, nawet jej nie odwiedziłem-powiedziałem sam do siebie.
-To leć teraz-odpowiedziała Mżawka-Czeka na ciebie cały dzień. A po drodze, na pewno coś wymyślisz.
-Naprawdę?-spytałem z nadzieją.
-Tak! A teraz-leć!-krzyknęła i pchnęła mnie w stronę domku Anastasii.
-Dobra, dobra... Do zobaczenia!-pożegnałem się i odleciałem.
Lot zajął mi parę minut. Może nawet mniej, bo chciałem się z nią zobaczyć.
Jak zawsze zresztą...
Zanim zapukałem, wziąłem głęboki oddech. Otworzyła prawie natychmiast. Gdy mnie zobaczyła, promiennie się uśmiechnęła.
-Witaj, Gabrielu-przywitała się.
-Co?... A, tak... Cześć-odowiedziałem
-Wejdź, zrobię herbaty-powiedziała przepuszczając mnie.
Kiedy herbata się zaparzyła, Anastasia zaczęła temat:
-Powiesz mi, o co chodzi?-spytała zmartwiona.
-Nie przyniosłem ci prezentu...-Spuściłem wzrok.
-To nic. Nie potrzebuję prezentu od ciebie.
Zarumieniłem się. Aby to ukryć, podszedłem do okna.
Padał deszcz.
-Chyba będziesz musiał zostać-Anastasia stanęła obok mnie.
-Najwyraźniej... Czy mogłabyś zamknąć oczy?...-Zarumieniłem się.
-Mogłabym.
Kiedy zamknęła oczy zbliżyłem się do niej. Czułem jej oddech na swojej skórze. Dzieliły nas
Centymetry...
Milimetry...
Aż nasze usta połączyły się w pocałunku
Nie wiem, jak długo tak trwaliśmy. Może parę sekund, może minut...
Nie wiem...
Wiem tylko, że było cudownie...
Chciałem więcej...
*Gabrielu, opamiętaj się!*-krzyczał zdrowy rozsądek.
Niechętnie go posłuchałem. Oderwaliśmy się od siebie próbując uspokoić nasze nierówne oddechy.
-Gab... Gabrielu...-zaczęła Anastasia.
-Tak?...-zachęciłem ją, by mówiła dalej.
-Czy ty...? Czy to...?-próbowała złożyć pytanie.
-Może...-odpowiedziałem.
Zdałem sobie sprawę, że nadal ją przytulam. Szybko ją puściłem. Podszedłem do stołu i oparłem się dłońmi o blat.
-Coś nie tak?-spytała.
-J-ja...-zająkałem się.
-Tak, ty-Przytuliła mnie. Odwróciłem się i napotkałem jej piękne, błękitne oczy. Dalej wszystko działo się szybko. Nie potrafiłem nad tym zapanować. Liczyła się tylko ona.
***

WYJAŚNIENIA:
3=wróżki nie rodzą się jak niezgrabki (ludzie), one przybywają do Nibylandii
4=wróżki nie mówią "pan", "pani"-tak mówią tylko niezgrabki
5=męska "odmiana" wróżek/elf
------------------------------------------------------------------------------------------------------------
Nie zmieszczę się w jednym poście. Zwaliłabym na węnę, ale to przez to, że MI się nie chce przepisywać (z zeszytu, w którym piszę opowiadanka). Następna notka prawdopodobnie w przyszłym tygodniu.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz