Dawno mnie tu nie było, ale postaram się nadrobić zaległości.
Eee...
Zdrowia, szczęścia, mandarynek,
Idź po karpia dziś na rynek.
Zdrowia, szczęścia, pomarańczy,
Niech ci chłopak nago tańczy.
Dosyć tego dobrego -,-
***
Szedłem właśnie na przesłuchania mojego zespołu, gdy nagle podbiega do mnie coś, a raczej ktoś do mnie podbiegł.
-Cześć-przywitał(a) się osoba.
Tak wyglądał(a), że nie byłem w stanie określić pełci.
-Cześć-odpowiedziałem zastanawiając się skąd się znamy.
-Nie poznajesz mnie, co?-spytał(a).
-A powinienem?-spytałem z uśmiechem godnym Debilla Świata.
-To ja, Raven-powiedziała oczywistym tonem.
Szczęka zjechała mi chyba na samo dno Rowu Mariańskiego.
-R-r-r-Raven?-spytałem po chwili namysłu.
Brawo, Grayson, teraz to błysnąłeś geniuszem...
-Tak... Dobrze wyglądam, bo zdaje mi się, że trochę przesadziłam...-powiedziała.
-Nie, skąd... Fajnie wyglądasz, tylko... nie tego się po tobie spodziewałem...-powiedziałem.-Jak mam do ciebie mówić?-spytałem nadal oszołomiony.
-Reila-odpowedziała.
-Miło mi-odparłem, Raven... tj, Reila zachichotała.-Idziemy?-spytałem.
-Jasne-zgodziła się Rav... Reila.
Tak wiem, mieć taki problem z zapamiętaniem imienia, ale zejdźcie ze mnie, zawsze mówiłem na nią "Raven" i tak nagle mam się odzwyczaić?!
Zamyślony, nawet nie zauważyłem, że doszedliśmy do Teatru Nieurzego, albo Małego, jak kto woli...
Weszliśmy do budynku, który bardziej opustoszały niż lodówka po śniadaniu Cyborga, ale to przemilczę...
-Cathleen!-zawołałem.
-Tutaj!-odpowiedziała liderka.
Razem z... Reilą pobiegliśmy w stronę, z którego dochodził krzyk blondynki.
-No jesteś w końcu!-krzyknęła na mnie.
-Jestem jeszcze przed czasem. Przesłuchania są o drugiej, a jest pierwsza-powiedziałem...
To dlatego było tak pusto...
-Mówiłam ci, że masz przyjść wcześniej, bo mieliśmy zrobić próbę!-krzyknęła.
-No i jestem wcześniej i patrz, koleżankę przyprowadziłem-powiedziałem z niewinną miną.
-Dobra, niech gdzieś usiądzie i nie przeszkadza-zrezygnowała Cathleen.
***
Tylko tyle na razie.
Następnym razem postaram się dodać więcej, ale usiadłam do kompa żeby ściągnąć kilka piosenek zespołu the GazettE, którym jaram się ostatnio, jak Deidara TNT, i dopiero wieczorem przypomniałam sobie o blogu :/
CZEKAJTA ZANIM MNIE ZASTRZELITA!!!
Osobiście spodobał mi się ten zespół, więc postanowiłam wam polecić kilka piosenek, a właściwie cały album "Traces the best of 2005 - 2009".
Niestety nie dodam linka, ponieważ notkę kończę na nowym tablecie (nim też będę się jarać jak Grell Sebastianem -,-).
Czekam na wasze notki (głównie Arisu, bo dawno jej nie wiziałam) bo bęe dobrowolnie zmuszona przez siebie do przeczytania świątecznego prezentu ("J.K. Rowling "Trafny wybór").
Żegnam... tj, Do następnej notki +-+"
czwartek, 27 grudnia 2012
poniedziałek, 5 listopada 2012
Teen Titans cz 17
Wracam do was, tym razem z nową notką. Notki na waszych blogach oczywiście czytałam wcześniej, ale skomentuję dzisiaj. Mam nadzieję, że się wam nie znudziło, że nie zbrzydło ciągłe patrzenie "Jest nowa notka?! Jest nowa notka?!", a potem zawodzenie, że nie ma. Wklejam kolejnego posta (31, jak ktoś nie wierzy, może sam policzyć). Miłego czytania.
***
Wagary
Dojeżdżałem do bramy, gdy nagle, te półgłówki z HIVE Five wyskoczyły przede mną. Ledwo udało mi się na nich nie wjechać. Zdjąłem kask i wyłączyłem silnik. Przygłupy do mnie podeszły.
-Czy was pojebało, że wyskakujecie mi przed motor?!-krzyknąłem.
-Nie, a gdzie chcieliście pojechać?-spytał Billy.
-Nie interesuj się, bo kociej mordy dostaniesz-odburknąłem.
-Nie podskakuj, frajerze, bo jak ci zawirusuję komputer, to już nie będziesz mi więcej podskakiwał-powiedział Gizmo podlatując do mnie na tym swoim plecaczku. Jinx rozbroiła go swoją mocą. Chłopak spadł na kupę złomu, która została z jego plecaka. Zszedł z niej i zaczął go jako-tako składać. Zaśmiałem się cicho.
-A ty z czego się śmiejesz, ptasi móżdżku?-spytał wściekły karzeł.
-Z ciebie, głupku-odpowiedziałem, a Gizmo składając swój plecak zaczął kląć na wszystko pod nosem (głównie na mnie =D). Zaczęło mi się to nudzić, więc powiedziałem:
-Nie wiem jak wy, ale ja olewam tę budę-powiedziałem i założyłem kask. Odpaliłem silnik i wyjechałem z terenu szkoły. Najpierw podjechałem pod internat, ponieważ nie chciałem, aby moje wagary były przerwane przez uciekających przed liderką HIVE Five ludzi. Poszliśmy pod pokój Jinx. Właścicielka weszła do pokoju, a ja poczekałem na korytarzu. Po chwili Jinx wyszła z pokoju. Miała na sobie czarną koszulkę, białą bluzę z podwiniętymi rękawami i zielone rurki. Na głowie miała kapelusz, z pod którego na ramiona spływały jej loki. Jedyne, co zdołałem powiedzieć to:
-Jej...
Dziewczyna zarumieniła się lekko.
-Dzięki-powiedziała.
Po paru minutach znowu jechaliśmy przez miasto, aż zatrzymaliśmy się przed kinem.
-Kino?-spytała zdziwiona.
-Oj no nie mów, że nie lubisz oglądać filmów-powiedziałem i zaciągnąłem ją do środka budynku. Zatrzymałem się i spojrzałem, jakie filmy dzisiaj grają. Pojawiały się takie tytuły, jak:„Elżbieta II ratuje James‛a Bond‛a”, „Chak Norris i sok z gumijagód”, „Tinkiłinki i inne geje”, „Sekret zaginionego Tymbarka”, „Tajemnica rajskiego klopa”, „Hemoroidy atakują”, „Ach, jak ja nie cierpię tych smurf‛ów!-prawdziwa historia Kota w Butach”, „Normalni nienormalni”, „Kanapka i Gorący Kubek”, „Historia Walniętego Wojownika”... Wolałem zdać się na gust czarownicy.
-Więc na co idziemy?-spytałem.
-Może... Na „Sekret zaginionego Tymbarka”?-zaproponowała.
-Podobno zawiera ponad pół tysiąca tekstów spod kapsli-powiedziałem.
-To idziemy?-spytała.
-Ok...-sięgnąłem do kieszeni.-Ja po bilety, ty po colę i popcorn-powiedziałem dając kasę i poszedłem po bilety.
***
Po skończonym filmie poszliśmy do kawiarenki. Gadaliśmy o różnych pierdołach takich jak np.: jaką najśmieszniejszą lub najgłupszą rzecz zrobili członkowie naszych grup. Było całkiem fajnie. W końcu i to nam się znudziło, więc poszliśmy do bazy H.I.V.E Five. Była bardzo podobna do Wieży Tytanów. Poszliśmy do salonu i zaczęliśmy grać w jakąś grę. Raz ja wygrałem, raz Jinx. Podczas trzeciej, rozstrzygającej rundy do salonu weszli pozostali członkowie H.I.V.E Five. Jinx się rozproszyła i wypadła z toru.
-Przegrałaś. Jutro ty stawiasz-powiedziałem uśmiechając się wrednie.
-To nie fair, rozproszyłam się!-wykrzyknęła.
-Trudno-wzruszyłem ramionami.
-Małpa...-powiedziała cicho.
-Nie musisz mi mówić, jak masz na imię-powiedziałem i uchyliłem się przed atakiem Jinx.-Coś kiepsko dzisiaj z kondycją-skomentowałem leżącą na podłodze różowowłosą. Męska część Roju zareagowała śmiechem. Jinx wyraźnie się wściekła.
-Jak cię dopadnę...-zaczęła.
-To co?-spytałem przerywając jej.
Z charakteru przypominała Susan, więc wiedziałem, jak z nią postępować.
Jinx chciała się na mnie rzucić, ale nagle zadzwonił mój telefon, więc poczekała. Odebrałem.
-Halo?-spytałem.
-Ty szujo! Jak cię dopadnę w swoje ręce to cię poszatkuję i rzucę murzynom na pożarcie!-wrzasnęła Cathleen tak, że aż mi wypadł telefon.
-Czego tym razem nie zrobiłem?-spytałem ironicznie, kiedy już przyłożyłem telefon do ucha.
-Nie udawaj, że nie wiesz, bo ty wiesz, że ja wiem, że ty wiesz o co mi chodzi!-wrzasnęła ponownie dziewczyna.
-To dobrze, że wiesz, ale nie mam czasu na takie zgadywanki-powiedziałem.-Ustaliliście już, kiedy mają odbyć się przesłuchania?-spytałem.
-Jutro po południu, durniu-odpowiedziała dziewczyna.
-Tak dobrze rymujesz, może coś napiszesz? Tak, to super! Na razie!-powiedziałem i rozłączyłem się, zanim Cathleen zdążyła cokolwiek powiedzieć.
-Kto to był?-spytała Jinx.
-A co, zazdrosna?-spytałem wrednie. Chłopaki znów zaczęli się śmiać.
-Nie, po prostu chcę wiedzieć-odpowiedziała Jinx.
-To był mój najgorszy koszmar-odpowiedziałem i opadłem na kanapę.
Posiedziałem u nich i jeszcze trochę pogadaliśmy.
-No dobra. Miło się gada, ale czas wybywać-powiedziałem w końcu.
-Szkoda...-powiedziała Jinx.
-Nie zamartwiaj się. Albowiem ja tu wrócę-powiedziałem.-To cześć-powiedziałem i wyszedłem.
Dogoniła mnie Jinx.
-Odprowadzę cię do wyjścia-powiedziała.
-Ok-zgodziłem się.
Gdy wyszliśmy:
-Wiesz, to był na prawdę fajny dzień...-powiedziała Jinx.
-Masz rację. Trzeba by to kiedyś powtórzyć-powiedziałem.
-Tak... To, na razie!-powiedziała i weszła do wieży.
Wsiadłem na swój motor i pojechałem do bazy Slade'a. Dostałem tam opiernicz, że uciekłem ze szkoły i następnym razem źle się to dla mnie skończy. Oczywiście miałem gdzieś słowa Slade'a i poszedłem do swojego pokoju.
Gdy leżałem na łóżku i nie mogłem zasnąć, tknęła mnie nagle jakaś myśl. Dlaczego Slade jeszcze nie zlecił mi żadnego zadania. Poprzednim razem, od razu miałem jakieś zadanie i byłem surowo karany. Zastanawiało mnie to. Długo nad tym myślałem, ale w końcu udało mi się zasnąć.
We śnie odwiedziła mnie Raven.
-Więc?-spytała.
-Przesłuchania są jutro w Teatrze Małym-odpowiedziałem.
-O której?-spytała.
-O drugiej po południu-odpowiedziałem.-Mogłabyś się przebrać tak, żeby nikt nie podejrzewał, że to ty?-spytałem.
-Mogę coś załatwić, ale nie myśl, że pożyczę ubrania od Gwiazdki-powiedziała.
-Bez przesady-powiedziałem.
-Dobranoc-powiedziała i zniknęła.
Co było dalej, oczywiście zapomniałem. Pamiętam jednak, że był tam jednorożec... zielona krowa w fioletowe paski... i kanapka z chlebem...
czwartek, 25 października 2012
Wiersze/yki =P
Mam tu kilka (jeden) wierszyków, które chciałabym wam pokazać. Napisane są w całości przeze mnie więc mam nadzieję, że chociaż jedna osoba się zlituje i da pozytywny komentarz xD
Mam nadzieję, że nikt nie wyłączył tego po przeczytaniu pierwszego wersu, bo chciałabym błagać (na kolanach) o opinię, bo WSZYSTKIE komentarze mogłabym policzyć na palcach.
Piękne niebiosa ześlijcie piorun jasny i giętki,
niechaj sprawi, że znikną jej życiowe lęki,
rozświetli noc ponurą, bez gwiazd, bez życia.
Gdy nie słyszy swego serca bicia,
wiem, że wtedy będzie szczęśliwsza
Chociaż nigdy nie była najmilsza,
nigdy nie była kochana, lubiana
wiele razy zakochana...
Czy możliwe by taki ktoś
mógł w życiu osiągnąć coś?
Tak, to możliwe,
tak powstają historie ckliwe.
Lecz jej to nie interesuje,
bo swoje uczucia wciąż psuje.
Wybiła dwunasta godzina.
Dziewczyna żyły sobie rozcina
od dłoni aż po łokieć wydobywa się struga
szkarłatnej cieczy.
Ledwo już mruga,
ale się cieszy,
że świat wstrętny opuszcza.
Jej anioł wzrok spuszcza.
Nie zdołał jej życia ocalić.
Pozwoli się teraz spalić
w czeluściach piekielnych
pamiętając kolor jej oczu piękny.
Czemu, ah, czemu zakochał się w niej,
jej oczach, ustach i twarzy pięknej?
Nie wie, nie dowie się nigdy więcej.
Nie będzie więcej miłości tak wielkiej.
Mam nadzieję, że nikt nie wyłączył tego po przeczytaniu pierwszego wersu, bo chciałabym błagać (na kolanach) o opinię, bo WSZYSTKIE komentarze mogłabym policzyć na palcach.
Jeszcze czytacie?
Dobra, będę się streszczać...
Notka o Robinie mi nie idzie, bo mój laptop, na którym miałam zapisany gotowy rozdział, został zawieziony do naprawy, więc mogę się pożegnać ze wszystkimi moimi plikami, bo będzie też formatowanie. Notka będzie gotowa na... kiedyś tam =D
Radzę uzbroić się w cierpliwość, lub skorzystać z własnej wyobraźni i wymyślić własny ciąg dalszy (ja tak robię z waszymi opkami i nikomu się krzywda nie dzieje xD)
Żegnam... tj na razie =D.
poniedziałek, 8 października 2012
Zadanie z polskiego
Wybrałam piosenkę na dziś (nie do notki, ale tą, która mi się podoba danego dnia):
Scorpions - "White Dove"
Ten tekst ma pokazać, że zadania z polskiego nie są aż takie złe.
Scorpions - "White Dove"
Ten tekst ma pokazać, że zadania z polskiego nie są aż takie złe.
NAUCZYCIELKA kazała uzupełnić fabułę TELENOWELI.
A to jest tylko moja wersja xD
Radzę czytać w większym gronie. Jest zabawniej.
Stefan po wypadku trafia do szpitala, w którym dowiaduje się, że jest w ciąży. Usłyszawszy opinię lekarzy postanawia telefonicznie oświadczyć żonie, że nie chce z nią być. Żona Stefana, Maryla, przyjmuje wiadomość z radością i natychmiast odwiedza swojego kochanka. Tymczasem szef firmy, w której pracuje Stefan, dowiedziawszy się o wypadku swojego pracownika postanawia mu się oświadczyć. Stefan nie wie o niczym, gdyż po wyczerpującej rozmowie z żoną dostał biegunki. Lekarka opiekująca się Stefanem rozpoznaje w nim swojego byłego męża. Nie wie nic o jego sytuacji rodzinnej, toteż idzie spać. Późnym popołudniem do szpitala przychodzi szef firmy, lecz Stefan, po całodziennych przejściach nie odróżnia go od żony. Obok łóżka Stefana spotykają się żona i matka Stefana. W pewnym momencie Stefan zwraca się do żony oświadczając, że to Prima Aprilis.
Części podkreślone to to, co wpisałam. Pojawiały się śmieszniejsze wersje, ale tylko tą zapamiętałam (bo była moja =D). Możecie dowolnie zamieniać tekst i opublikować swoje wersje w komentarzach.
Na koniec chciałam przeprosić, że nie napisałam życzeń z różnych okazji... Więc nadrabiam:
Wszystkiego najlepszego z okazji:
Międzynarodowego Dnia UFO
(2 lipca)
Dnia Włóczykija
(23 lipca)(20 sierpnia)

Dzień Windowsa
(24 sierpnia)

Dzień Blogów
(31 sierpnia)

(8 września)
Dzień Nonsensopedii
(17 września)

Dzień Ćwiczenia Przed Lustrem Prośby o Podwyżkę Płacy
(22 września)
Dzień Chłopaka
(30 września)

Międzynarodowy Dzień Muzyki
(1 października)
I jedno na zapas:
Dzień Wychodzenia z Szafy
(11 października)
Następna notka pojawi się... CHYBA w tym miesiącu... Chyba =)
środa, 5 września 2012
Teen Titans cz 16
!!!UWAGA!!!
OSTRZEŻENIE: Notka może zawierać śladowe ilości tematów związanych ze szkołą!
U niektórych osób może wywołać: palpitacje serca, brak oddechu, senność, raka, wylew, porażenie mózgowe, lub różne inne dolegliwości.
ZABRONIONE DLA OSÓB ZE SKOLIOFOBIĄ!!!
NIE CZYTAĆ PODCZAS WAKACJI!!!
***
H.I.V.E High
Obudziłem się wpół do szóstej. Moja pierwsza myśl: "CO MNIE PODKUSIŁO,
ŻEBY TAK WCZEŚNIE WSTAĆ?!". Chcąc zejść z łóżka zaryłem łbem o podłogę.-Ał...-powiedziałem.
Wyplątałem się ze śmiercionośnej pułapki zwanej prześcieradłem. Może wygląda niepozornie, ale w rzeczywistości obcowanie z tym gatunkiem, który leży u mnie na łóżku, grozi śmiercią lub kalectwem. Wstałem i porządnie się przeciągnąłem. Przez chwilę kręciło mi się w głowie i pojawiły się mroczki przed oczami. Po chwili doszedłem do łazienki. Otworzyłem drzwi, zrobiłem krok do przodu i wyrżnąłem się jak długi. Obejrzałem się, by dostrzec winowajcę-mój but. Może faktycznie mam mały bajzel, ale przynajmniej wiem, gdzie co jest.
***
Wychodząc z pokoju już mniej-więcej obudzony. Ruszyłem z Kirą w stronę nadalni. Nałożyłem sobie czegoś, a siostrze rządanych przez nią naleśników. -Elizabeth Queen, razem ze swoją bandą dżemozdrajców zostajesz skazana na karę śmierci obiadowej-powiedziała Kira i zaczęła jeść.
Dzieci i ta ich wyobraźnia.
Zjadłem to, co miałem na talerzu, chciaż mogły to być płatki z jajecznicą. Poszedłem do pokoju po kurtkę i torbę. Zalożyłem kurtkę i wziąłem torbę do ręki. Idąc w stronę garażu machałem nią, jak wachadłem. Przez chwilę pomyślałem, że prowadzenie motoru w moim stanie byłoby niebezpieczne i lepiej wziąć limuzynę Slade'a. Po chwili jednak zrezygnowałem. A nóż-widelec nadaży się okazja do ucieczki z lekcji, a robokomandos Slade'a za kółkiem mi w tym nie pomoże. Wsiadłem na swojego Kawasaki Ninja ZX-12R [brawa dla autorki, że przez cały tydzień wkuwała nazwy motórów na Wikipedii XD], założyłem kask i odpaliłem silnik. Wyjechałem z bazy Slade'a. Jechałem przez spokojne miasto. W witrynach były wystawione nowe towary, ludzie witali się na ulicy, sprzedawcy byli mili dla klientów... Czego ja się dzisiaj nawdychałem?! Wjechałem na szkolny dziedziniec. Wyglądała, jak jakaś szkoła prywatna, ale to szkoła dla super złoczyńców. Wszedłem do budynku i o mały włos nie oberwałem jakimś małym grzdylem w twarz. Spojrzałem na dzieciaka i okazało się, że to Gizmo.
-Co się lampisz, frajerze?-spytał dzieciak.
Przyznam że śmiesznie wyglądał w tym mundurku.
-Podziwiam efekt promieniowania gamma-odpowiedziałem.
Karła zatkało i przez to oberwał książką w twarz.
-Ha! Wygrałem!-krzyknął Seemore.
Chwilę później podeszli pozostali członkowie H.I.V.E. Five
-Kim jesteś?-spytała Jinx.-Wcześniej cię tu nie widziałam...
-Może dlatego, że jestem nowy?-zaproponowałem ironicznie.
-Odzywaj się do H.I.V.E FIVE, leszczu-powiedział Gizmo.
-Bo co mi zrobisz, kurduplu?-spytałem podchodząc.
-Udzielę lekcji-odpowiedział-Pierwsza: nie zaczynaj do nas. Druga...-zaczął, a reszta się na mnie rzuciła. Zręcznie unikałem strzałów Jinx, mimo torby, którą miałem na ramieniu. Jinx strzeliła kolejnym różowym promieniem. Uchyliłem się, a promień walnął w plecak unoszącego się za mną Gizmo, który spadł na Kyd Wykkyda, o którego potknął się Mamut, który przygniótł Billego i Seemora. Zacząłem się z nich śmiać. Po pół minucie zaczynałem się uspokajać, ale wystarczyło jedno spojrzenie na podnoszących się H.I.V.E FIVE, a ze śmiechu zaczął boleć mnie brzuch.
-Z czego się śmiejesz, frajerze?-spytał Seemore spod Mamuta.
-Spytał leżąc pod swoim kolegą-powiedziałem i znowu zacząłem się śmiać. Jinx też się zaśmiała.
-Oprowadzić cię po szkole?-spytała.
-Yhym...-zgzodziłem się.
Przeszliśmy przez większość korytaży podczas wolnej lekcji. W końcu mi się to znudziło i spytałem Jinx, która sala jest teraz pusta. Zaprowadziła mnie do sali nr 15. Weszsliśmy i usiedliśmy przy biórku nauczyciela. A co?! Wyjąłem zeszyt do nut zacząłem zapisywać melodię, zanim wypadnie mi z głowy. Przydała by się gitara, którą mam w pokoju, w bazie Slade'a. W końcu nie wiedziałem, co mam teraz napisać, więc schowałem zeszyt i długopis do torby. Podszedłem do drzwi i zatrzymałem dłoń na klamce.
-Idziesz?-spytałem różowowłosą.
-Co?-spytała wyrwana z zamyślenia.
-Pytam, czy idziesz ze mną, czy zostajesz w klasie?-powturzyłem rozszerzając pytanie.
-Idę-odpowiedziała i podeszła do mnie.
Wyszliśmy z sali równo z dzwonkiem. Skierowaliśmy się do sali 203, gdzie mieliśmy mieć g.wychowawczą. Zająłem miejsce w ostatniej ławce, przy oknie. Obok usiadła Jinx. Zacząłem się bujać na krześle. Podszedł do mnie Billy i szturchnął mnie w ramię. Nie zareagowałem, tylko alej bujałem się na krześle.
-To moje miejsce-powiedział.
-Nie sądzę-odpowiedziałem nadal na niego nie patrząc.
-Eee... Właśnie, że tak! Siedzę tu od zeszłego roku!-krzyknął.
-Ale teraz ja tu siedzę-poweidziałem. Billy chciał pociągnąć krzesełko, na którym siedziałem, tak, żebym się przewrócił. Nie zdążył, bo nagle przestałem się bujać. Zabrzmiał dzwonek i do sali wszedł nauczyciel.
-Proszę zając miejsca-rozkazał wyniosłym tonem. Billy usiadł obok Mamuta, w sąsiedniej ławce.
-Jak zapewne wiecie, mamy w klasie nowego ucznia-odezwał się nauczyciel.-Może łaskawie się przedstawisz, zamist bujać się na krześle?!-powiedział podnosząc głos.
Postawiłem krzesł na cztery nogi z hukiem, który rozniosł się po całej klasie. Wszyscy patrzyli, jak się leniwie podnoszę.
-Może byś tak łaskawie zdjął okulary, gdy jesteś w klasie?-zaproponował [czytaj: "rozkazał"] wychowawca klasy.
-Aż tak panu przeszkadzają?-spytałem.
-Nie...-zaczął nauczyciel.
-Więc nie wiem, w czym problem?-przerwałem mu.
-Przedstaw się-powiedział, jakby chciał już zakończyć tę lekcję.
-Jestem Robin-powiedziałem.
Mamut zadławił się chipsami, które jadł, Billy przerwrócił się, Gizmo upuścił gazetę, którą czytał, a całej klasie szczęki odapły i odbiły się od podłogi.
-Robin? Czy to nie ten lider Młodych Tytanów?-pierwszy odzyskał głos Gizmo.
-Były lider Młodych Tytanów-powiedziałem z naciskiem na "były".
-Kto...?! Jak...?!-próbował zapytać Seemore
-Zrobiła to moja siostra-odpowiedziałem wzruszając ramionami. Wszyscy wyglądali na jeszcze bardziej zdziwionych, niż wcześniej.
-A-a-a-ale jak?!-zdołał wyksztusić ktoś siedzący na początku.
-Mamut wam nie powiedział? Przecież przy tym był-zauważyłem zdziwiony.
Mamut wyglądał, jakby gorączkowo myślał. Pewnie próbuje przypomnieć sobie wydarzenia z wczorajszego wieczora.
-Czyli... Jesteś po naszej stronie?-spytał Gizmo dla pewności.'
Nie no! Oni udają, czy naprawdę tak wolno myślą?
-Nie, nie było mnie stać na czesne, więc przeniosłem się tu, żeby zaoszczędzić-powiedziałem z ironią.
-Cóż... Porozmawiacie na przerwie. Teraz sprawy klasowe. Jak zapewne wiecie, za tydzień rozpoczynają się wakacje...-przemówił wychowawca.
Prychnąłem pogardliwie.
-Gdybym nie wyjeżdżał z Gotham miałbym wakacje tzry tygodnie temu, prywatną plażę i kamerdynera-narzekałem.
-Kamerdynera?-zdziwiła się Jinx.
-Prywatną plażę?-zaciekawił się Billy.
-Taa...-powiedziałem.
-Wracamy do lekcji!-zawołał nauczyciel.
Nagle poczułem wibracje w kieszeni. Wyjąłem telefon, jakby nigdy nic i spojrzałem na wyświetlacz. Wiadomość od Matta.
-Czy ja ci przypadkiem nie przeszkadzam?-spytał nauczyciel opierając się o moją ławkę.
-Odrobinę. Mógłby pan mówić trochę ciszej?-spytałem z bezczelnym uśmiechem i odczytałem SMS'a.
"Mamy wyścig do omówienia"-głosiła treść.
Wyścigi odbywały się na starym parkingu, ewentualnie na wysypisku.
Nauczyciel odkaszlnął wyrywając mnie z zadumy.
-Podzielisz się z klasą tą wiadomością-polecił.
-O ile cokolwiek z niej zrozumieją-mruknąłem i przeczytałem wiadomość od Matta.
-Jaki wyścig?-spytała siedząca ze mną Jinx.
-Ścigam się nielegalnie na motorze-powiedziałem, a w tym samym momencie zadzwoniła do mnie Cathleen.
-Włącz na głośnomówiący-polecił nauczyciel.
-Prosz...-powiedziałem i odebrałem, następnie włączyłem głośnik.
-W sobotę masz się stawić o ósmej w teatrze-powiedziała.
-Taa... A może frytki do tego?-spytałem.
-Załatw też colę i będzie spoko-odpowiedziała.
-A zapłacisz za dostawę?-spytałem.
-No przecież stawiasz-powiedziała.
-Dobra, ale za twoje-odpowiedziałem.
-Dobra, zostaw...-zrezygnowała.
-Dlaczego mam być w sobotę o ósmej w teatrze?-spytałem.
-Hello?! Przesłuchania, kapela, wokalista!-powiedziała.
-Zrozumiałbym cię lepiej, gdybyś użyła czasowników-zażartowałem.
-Idiota-powiedziała.
-Miło poznać-odgryzłem się i rozłączyłem się.-Jest pan zadowolony?-spytałem nauczyciela.
Nie odpowiedział ponieważ zadzwonił dzwonek. Klasa opustoszała w rekordowym czasie: 22s. Większość poszła po podręczniki na następną lekcję, albo spisać pracę domową z matmy. Ja poszedłem na dziedziniec. Po chwili dogoniła mnie Jinx.
-Gdzie idziesz?-spytała.
-Jak najdalej od tego budynku-odpowiedziałem wskazując kciukiem za siebie.-Jedziesz ze mną?-spytałem Jinx?
-Ok-odpowiedziała.
Subskrybuj:
Posty (Atom)


